– Nic takiego nie zrobimy. Będziemy znacznie bardziej stonowani – miał powiedzieć współpracownikom sekretarz obrony USA James Mattis po rozmowie z Donaldem Trumpem, w której prezydent kazał mu przeprowadzić krwawy atak w Syrii. Mattis właśnie podał się do dymisji. Czarę goryczy przelała decyzja Trumpa dotycząca amerykańskiej obecności w Syrii. Z amerykańskiej administracji odchodzi więc ostatni człowiek, który potrafił się przeciwstawić chimerycznemu prezydentowi. Zaniepokojeni są nawet republikanie.