Niektórym katolikom wydaje się, że kardynałowie przyjeżdżają na konklawe bez żadnego wyobrażenia o tym, na kogo mogą zagłosować. Dopiero po wejściu do Kaplicy Sykstyńskiej wsłuchują się podczas modlitwy w głos Ducha Świętego i na drodze quasi-mistycznej odnajdują właściwe nazwisko.