Hanny Gronkiewicz-Waltz będziemy bronić do ostatniej kropli krwi – zdają się mówić liderzy Platformy. Słusznie. Wiedzą, że odwołanie prezydent Warszawy byłoby dla nich tym, czym Lipsk dla Napoleona – zapowiedzią nieubłaganej klęski. Nic dziwnego, że w tej sytuacji, kiedy strach wreszcie zajrzał politykom Platformy w oczy, imają się każdego sposobu, byle tylko odsunąć niebezpieczeństwo. Potrzeba, jak wiadomo, jest matką wynalazków. Dlatego politycy PO miast bronić osiągnięć Gronkiewicz-Waltz – rozwiązanie proste, ale banalne i ryzykowne – wpadli na lepszy pomysł. Jako pierwszy głos zabrał premier, który w krótkich żołnierskich słowach opisał strategię swojej partii: – Chcesz zmienić Hannę...