Znałem i znam ludzi, którzy 1 sierpnia byli jakby nieżywi. Przychodził TEN DZIEŃ, a oni tracili głowę. Zapominali o pracy, rodzinie, życiu. Jakby nagle przenieśli się z tego tu i teraz w inny świat. Wspomnienie to oszołamia ich nadal, po 69 latach. Ten rozbłysk wolności, to poczucie podniesienia głowy i dumy, ta radość, że wreszcie – po kilku latach upodlenia, prześladowania, strachu oraz deptania ich uczuć, marzeń, godności i człowieczeństwa – można było stanąć prosto i odpowiedzieć zbrodniarzom tak, jak na to zasłużyli. Im większe nasilenie zła i cierpienia, tym większa była euforia. Nieśmiałego i dalekiego odblasku takiego uczucia może doświadczyli ci, jak ja sam, którzy w 1980 r. usłyszeli...