Informacja o śmierci pacjenta po podaniu mu kontrastu w jednej z prywatnych pracowni rezonansu magnetycznego we Wrocławiu obiegła media lotem błyskawicy. Do dramatu miało rzekomo dojść, ponieważ personel — białorusko-ukraiński — nie potrafił posługiwać się językiem polskim. — Tam nie było żadnej bariery językowej — mówi "Faktowi" prok. Karolina Stocka-Mycek, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. — W tym zespole byli przede wszystkim obywatele Polski — dodaje.