Skoro powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B. Dwa tygodnie przed wyborami przedstawiłem dość pesymistyczny obraz sytuacji. Wynikało z niego, przypominam, że opozycja zapewne wybory przegra, brak jej bowiem animuszu, energii i wizji. Pisząc to, nie uwzględniłem – nie jestem jasnowidzem – czynnika, jakim był swoisty sposób liczenia głosów. Nie mam wątpliwości, że gigantyczna skala tych nieważnych – prawie 3 mln – mogła wpłynąć na słabsze wyniki PiS. Nawet jeśli, jak mniemam, nie było żadnego odgórnego systemu fałszowania, żadnego wspólnego organizatora, to nie można wykluczyć, że w wielu mniejszych obwodach, tam, gdzie los liczących zależy od...