Gdy w piątkowy poranek zadzwonił telefon, że właśnie PZPN podał tragiczną informację, osłupiałem. Nastąpiła pauza, która dłużyła się w nieskończoność, choć pewnie trwała sekundę. Gigantyczny niepokój, burza myśli, a potem usłyszałem nazwisko, które po tym w głowie musiałem sobie powtórzyć kilka razy, dopóki to do mnie nie dotarło. Nigdy nie przeszło by mi przez myśl, że może to być On.