Добавить новость
ru24.net
World News in Polish
Апрель
2026
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30

Pyry z gzikiem: Nienormalne

0

Pyry z gzikiem – Luźne, obiektywne i nietypowe podsumowanie Lechowego tygodnia serwowane głównie w poniedziałek/wtorek podczas pory obiadowej. Alternatywa dla cyklu „Na chłodno” lub jak kto woli – „Na chłodno mini” bądź „express”.






Dzień dobry. Na początek dzisiejszych „Pyr z gzikiem” komentarz do wyników ostatniej sondy, która wzbudziła duże zainteresowanie i wywołała falę komentarzy na temat przyszłości Nielsa Frederiksena. Dla przypomnienia: W ankiecie za przedłużeniem umowy z trenerem opowiedziało się aż 78,9% kibiców Lecha Poznań (39,1% internautów KKSLECH.com uzależnienia pozostanie Duńczyka od obrony tytułu Mistrza Polski), natomiast 21,1% ankietowanych przed spotkaniem z GKS-em Katowice chciałoby zmiany trenera po sezonie 2025/2026.

WYNIKI SONDY: Czy kontrakt z Nielsem Frederiksenem powinien zostać przedłużony? (głosów: 9347)

39,1% – TAK. Choć wyłącznie w przypadku obrony Mistrzostwa Polski
26,5% – TAK. Swoją pracą zasłużył na nową umowę, do tego zna drużynę i specyfikę polskiej ligi będąc trenerem na lata
13,3% – TAK. W razie awansu do pucharów powinien zostać. Nikt lepszy i tak nie przyjdzie
13,0% – NIE. Obrona tytułu byłaby super, ale w jego pracy jest wiele mankamentów, które nie dają nadziei na dalszy rozwój zespołu
4,8% – NIE. Bez względu na końcowe miejsce czas na zmianę trenera, na nowy bodziec dla drużyny
3,3% – NIE. Z nim już więcej nie osiągniemy, a zwłaszcza w Europie

Nasza opinia na temat przyszłości Nielsa Frederiksena? Tak. Powinien zostać, lecz tylko w razie obrony mistrzostwa. To jest jedyny warunek pozostania Duńczyka. Dnia 23 maja na KKSLECH.com ma pojawić się planowany już w szkicach/harmonogramie tekst o trenerskiej legendzie Lecha Poznań, którą Niels Frederiksen zostanie, gdy zdobędzie drugi tytuł Mistrza Polski.

Ewentualne zdobycie tytułu Mistrza Polski + napisanie tekstu o trenerskiej legendzie byłoby na dziś jednym z nielicznych plusów. Niestety w pracy Nielsa Frederiksena jest wiele minusów, które wszyscy dobrze znają. Przede wszystkim my chyba nie zrobimy już z nim progresu, co pokazał m.in. miniony tydzień spokojnych przygotowań, podczas którego trener z piłkarzami niczego nie wypracował, nic nie poprawił. Niestety, ograniczenia taktyczne dają o sobie znać średnio raz w miesiącu, na tym etapie sezonu punktujemy najgorzej od 5 lat, wygraliśmy 12 meczów w 28 kolejkach, straciliśmy już 40 goli, straciliśmy 26 bramek w Poznaniu (najwięcej w lidze u siebie), w tym sezonie było już 10 meczów z co najmniej trzema straconymi golami (7 gier przy Bułgarskiej), a bilans w Poznaniu (10. miejsce w domowej tabeli) woła o pomstę do nieba. Do tego dochodzi brak rozwoju drużyny, indywidualnie wielu piłkarzy stoi w miejscu, usprawiedliwieniem dla Frederiksena może być tylko brak normalnej szóstki w zespole a nawet dziesiątki, ponieważ jakoś w listopadzie połapano się, że Pablo Rodriguez nie pasuje na dziesiątkę w tej drużynie. Mityczny dział skautingu wynalazł nam latem „kwadratowe koło” sprowadzając bardziej niezłą ósemkę, przez co za rozgrywanie bierze się teraz nominalny skrzydłowy Patrik Walemark (wiosną bez gola i asysty).

Reklama



Skoro jest tyle minusów, to dlaczego Niels Frederiksen ma zostać? Czemu jesteście na TAK w razie mistrzostwa? No bo wiecie, jakoś tak dziwnie byłoby rozstać się lekką ręką po 2 tytułach. Niels Frederiksen jako pierwszy trener może spełnić marzenia nasze, Wasze, wszystkich osób skupionych wokół Kolejorza, po 33 latach możemy obronić mistrzostwo i może on zrealizować cel, o którym np. po listopadowej porażce w Gdyni 1:3 wielu w ogóle nie myślało. Niels Frederiksen może poprowadzić Lecha Poznań do sukcesu, zdobyć trofeum, o które gramy, o którym marzymy, które jest solą futbolu, więc czysto na papierze wykona zadanie sięgając po tytuł. Sytuacja, w jakiej obecnie znalazł się Kolejorz nie jest normalna, to co jest tutaj napisane może wydawać się nie do końca normalne, ale jakimś cudem to Lech Poznań na 6 kolejek przed końcem sezonu 2025/2026 prowadzi w tabeli, choć na tle wielu poprzednich sezonów wygląda słabo, jest obecnie najgorzej punktującym liderem w Europie i nie ma sensu wypierać się tego faktu. My żyjąc od wielu lat czegoś takiego nie pamiętamy, nikt nie widział Lecha Poznań będącego w takiej sytuacji czy podobnego sezonu Ekstraklasy. Sytuacja nie jest normalna, aczkolwiek mimo straty punktów w ostatnich 2 spotkaniach Kolejorz wciąż prowadzi, ma wszystko w swoich rękach, za 39 dni może doprowadzić cały Poznań do euforii.

Przechodząc do kolejnych tematów. Co to miało być? Co wydarzyło się w pierwszej połowie meczu z GKS-em? Na trybunach ponad 35 tysięcy ludzi, wszyscy wierzą w Lecha Poznań, przyszli zobaczyć faworyta meczu po całym tygodniu przygotowań, nagle dowiadują się, że Antonio Milicia nie ma, Gisli Thordarson podczas zwykłego treningu wypadł może nawet do końcu sezonu, a zespół od pierwszej minuty nie istnieje. Nie było widać chęci nagrodzenia ludzi, którzy przyszli na to spotkanie, nie było walki o piłkę, determinacji i zaangażowania. Oni myśleli o wygranej przed meczem? Piłkarze sami uwierzyli w autostradę po remisie w Białymstoku? Czekali na GKS, który po 120 minutach w czwartek nagle stanie? To tak nie działa, Lech Poznań nie potraktował serio pierwszej połowy przypominając wszystkim te wszystkie złe mecze przy Bułgarskiej, po których ligowy bilans u siebie 6-5-3, gole: 32:26 to prostu wstyd. Druga połowa wyglądała już lepiej, znowu bazowaliśmy na indywidualnych umiejętnościach zawodników i m.in. dzięki nim Lech jest teraz liderem, który nie przegrał w GKS-em. Przedwczoraj Luis Palma (gol + asysta) zrobił wszystko, aby 18 kwietnia wskoczyć na dziesiątkę za Patrika Walemarka, natomiast Joel Pereira zamieszany w utratę 3 bramek zrobił wystarczająco wiele, by chociaż na jeden mecz wylądować na ławce, z której od miesiąca nie podnosi się Robert Gumny mogący czuć frustrację związaną z decyzją trenera.

Pomimo kolejnego bolesnego wyniku przy Bułgarskiej, kolejnego w tym sezonie remisu czy niewykorzystania wielkiej szansy na odskoczenie Jagiellonii, Rakowowi czy Górnikowi, jeszcze nie ma co przesadnie się zamartwiać. Tak śledząc to, co dzieje się w innych drużynach, śledząc niektóre wypowiedzi trenerów, da się stwierdzić brak determinacji szkoleniowców konkretnych zespołów, którzy za wszelką cenę chcieliby zdobyć mistrzostwo. W tym sezonie Lech Poznań nie ma takiego rywala, jak w 2010, 2015, 2022 i 2025 roku, kiedy do końca walczył o tytuł m.in. z Wisłą, Legią oraz 2 razy z Rakowem. Tamci przeciwnicy w boju o mistrzostwo byli silniejsi, bardziej powtarzalni, oni za wszelką cenę chcieli zdobyć ten tytuł, a przecież podczas wspomnianych mistrzowskich dla nas sezonów były jeszcze inne drużyny takie jak Jagiellonia w 2015 czy Ruch w 2010 roku, które celowały w tytuł. Dziś? Dziś Adrian Siemieniec po meczu z Lechem filozofował, mówił o tym, że ma też inne cele, niż wygrywanie meczów (wprowadzanie młodzieży do zespołu), Górnik realnie celuje w bycie w czołówce i Puchar Polski, Wisła chyba nadal myśli o spokojnym utrzymaniu, Zagłębie cieszy się z tego, co ma i co już zrobiło, Jagiellonia może, ale nie musi zdobyć mistrzostwa (same puchary jej wystarczą), a w Rakowie pracuje filozof próbujący trenować. Można nawet zastanawiać się, dlaczego Raków chcący być poważnym klubem zatrudnił taką osobę na stanowisku trenera i czy ta osoba w ogóle siebie słyszy? Czasem dla zabawy można posłuchać filozoficzne wypowiedzi szkoleniowca (choćby konferencję po Motorze), który po odejściu Marka Papszuna taktycznie rozmontował Częstochowian. Uwzględniając różne rzeczy i okoliczności my na dziś nie potrafimy wskazać na tej stronie najgroźniejszego rywala Lecha Poznań w walce o tytuł, pisząc o najgroźniejszych przeciwnikach trzeb opierać się na analizie terminarza, który na papierze jest trudny np. dla Jagiellonii.



Lech Poznań w obecnej sytuacji i z tymi rywalami będzie w pucharach, bo idzie odnieść wrażenie, że w tej lidze większość drużyn na razie chce się utrzymać, być jak najwyżej, ale niekoniecznie na miejscach 4-5 dających awans do europejskich pucharów, które zmusiłyby je do godnego reprezentowania Polski, spowodowałyby mecze co 3-4 dni chociaż latem i wymusiły na władzach tych klubów zbudowanie szerszej kadry za większe pieniądze. Mistrzostwo Polski? Ten tytuł w sezonie 2025/2026 nie zależy od siły kadrowej czy determinacji rywali, tylko od Lecha Poznań. Od jego podejścia do meczów, od gry w obronie i od sytuacji kadrowej. Lider tylnej formacji Antonio Milić co chwilę wypada, nie wiadomo, czy wyleczy się do soboty, nie wiadomo czy nagle zaraz kolejny piłkarz nie wyleci ze składu przez mityczny uraz mięśniowy czy słynną infekcję, a coś takiego może pokrzyżować plan całemu Kolejorzowi. My w tym nienormalnym sezonie po prostu musimy być Mistrzem Polski, gdyż los dał nam szansę, której nie możemy zmarnować jak zmarnowaliśmy np. lata 2016-2021 przegrywając sezony choćby na ich finiszu. Powinniśmy być wszyscy chorzy na wygrywanie, zwiększać oczekiwania (w Szczecinie trzeba wygrać), puchary jak zwykle są tylko celem minimum, nie można być zadowolonym z podium, a kolejny sezon wypada uznać za dobry wyłącznie po dołożeniu czegoś nowego do gabloty. Na dziś w Polsce nie ma silniejszego zespołu od Lecha Poznań, dlatego z tą jakością naszych ofensywnych zawodników wymagania są wysokie, w Europie jest już inaczej i w niej mimo wszystko warto znać swoje miejsce w szeregu (przykładowo 1/8 finału Ligi Konferencji na dziś wydaje się być ok).

Kończąc wtorkową publicystykę. Po remisie z GKS-em Katowice 3:3 niczego jeszcze nie przegraliśmy, wiadome było potknięcie Lecha Poznań do końca sezonu, po niedzieli rozczarowanie wśród kibiców jest mimo wszystko duże, bowiem mało kto stawiał na potknięcie akurat w tym konkretnym spotkaniu. W sezonie 2025/2026 nikt nie wygra wszystkich meczów do końca, Lech Poznań również tego nie uczyni, więc aktualnie można zachować spokój pamiętając jednak o niewielkim marginesie błędu. Ktoś z czołówki jakimś cudem wygra 3 mecze z rzędu i co wtedy? Wtedy zrobiłby się problem mentalny i sportowy, zatem najwyższy czas po 2 remisach z rzędu i po prawie miesiącu, wygrać ligowy mecz. Lech Poznań ma tylko 2 oczka przewagi nad wiceliderem, ma niewielką przewagę nad będącymi za nim drużynami, czuje ich oddech na plecach, co powinno dodatkowo motywować zespół. Sięgając pamięcią do kilku meczów z tego sezonu czy z poprzedniego, ekipa Nielsa Frederiksena będąc pod presją osiągnięcia dobrego wyniku wcale nie pękała. Teoretycznie utrata punktów w ostatnich 2 meczach powinna pozytywnie wpłynąć na drużynę, która w sobotni wieczór, na wrogo nastawionym stadionie i z przeciwnikiem mającym do zrealizowania swój cel, powinna dać z siebie więcej, niż w pierwszej połowie meczu z GKS-em Katowice. Piłkarska jakość stoi po stronie Lecha Poznań, który nawet po utracie gola powinien przepchnąć zwycięstwo nad Pogonią Szczecin. Taki jest cel. Tylko z wygranej i zachowania 1. pozycji będzie można być zadowolonym. Do boju KKS!

Reklama




Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat)

The post Pyry z gzikiem: Nienormalne first appeared on KKSLECH.com.




Moscow.media
Частные объявления сегодня





Rss.plus
















Музыкальные новости




























Спорт в России и мире

Новости спорта


Новости тенниса