Kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców, znajomych i działaczy z prezesem PKOl Radosławem Piesiewiczem na czele, głośne okrzyki, przybijanie piątek i mieniący się na piersi srebrny medal igrzysk olimpijskich. Mimo później pory Władimir Semirunnij na warszawskim lotnisku witany był z honorami. Nie tylko on.